UWAGA! PO NACIŚNIECIU PUBLIKUJ - CZĘSTO WYWALA DO EKRANU ZALOGOWANIA, ALE BEZ STRACHU, POST JEST. Choć ja polecam i tak przed publikacją schowka lub notatnika sobie wkleić.
Szkoda tylko, że kawał artykułów przepadł, ale liczę, że pojawią się tysiące nowych. Kiedyś napisałem sprawozdanie z koncertu OZRIC TENTACLES i było jedyną notką o tym na Niemaniu.Teraz byłem na zarąbistym koncercie zespołu MOSKWA, ale nie rozpiszę się o tem, bowiem mi już k@fejkę zamykają. Pozdrawiem serdelecznie nowe ludki i...
-LASY ŚWIATA I ICH MIESZKAŃCY-
Festiwal filmowy kampani "Kupuj odpowiedzialnie"
Termin: 26 -28 czerwiec 2013
Miejsce: Kraków (Kazimierz) Kawiarnia Nukowa ul. Szeroka 10
Program dostępny pod: www.ekonsument.pl/lasyswiata/
Całość tutaj: Dolina Muminków w listopadzie.
Tak w kontekście dzielenia się muzyką, Lolku - dzielenie się książkami. Poniżej fragment takiej, co to w dzieciństwie stworzyła mi wokół siebie bardzo realistyczny świat. Tajemniczy, pełen przygód, wyzwań, nie zawsze bezpieczny, ale zawsze pociągający. Dziki. Rozwijający, uczący myślenia, znajdowania radości w szukaniu rozwiązań, a nie marudzenia, że oto jest strasznie trudno więc dół.
Bezpieczny spokój emanujący z tej książki, wiele razy mi bardzo pomógł.
Także, zapraszam...
(...)
Padał deszcz i na dworze nie było nikogo.
Tu mieszkali Paszczak, Mimbla i Gapsa, pod każdym dachem mieszkał ktoś, kto postanowił nie odchodzić, ci, którzy chcieli zostać w domu. Włóczykij przemknął koło podwórek, wszedł w cień i zachowywał się, jak mógł najciszej, bo nie chciał z nikim rozmawiać. Duże domy, małe domy, jedne tuż przy drugich, niektóre połączone z sobą, ze wspólnymi rynnami i pojemnikami na śmiecie, zaglądające sobie do okien i wąchające zapachy kuchenne od sąsiadów. Kominy, wysokie dachy i żurawie studzienne, a w dole wydeptane ścieżki od drzwi do drzwi. Włóczykij szedł szybko i cicho i myślał: „Och, wy, domy, jak ja was wszystkich nie cierpię!” Było już teraz prawie ciemno. Łódź Paszczaka leżała wyciągnięta aż pod olchy, przykrywał ją szary brezent. Trochę wyżej leżały wiosła, maszt i ster. Były sczerniałe i popękane, bo niejedno lato minęło, a nikt ich nigdy nie używał. Włóczykij otrząsnął się i poszedł dalej. Lecz mały Toft, schowany w łodzi Paszczaka, usłyszał jego kroki i wstrzymał oddech. Kroki oddaliły się powoli i znów było cicho, tylko deszcz uderzał o brezent. Ostatni dom stał całkiem samotnie pod ciemnozieloną ścianą świerkowego lasu i tu naprawdę zaczynało się pustkowie. Włóczykij szedł coraz szybciej, prosto w stronę lasu. Wtedy w ostatnim domu ktoś uchylił drzwi i bardzo stary głos zawołał: - Dokąd idziesz? - Nie wiem - odpowiedział Włóczykij. Drzwi zamknęły się i Włóczykij wszedł w las. Miał przed sobą sto mil ciszy.
Miłego dzionka wszystkim! :)
Pozdrowionka!
Cześć i czołem!
Dopiero się tu wprowadzam, dobrym tonem więc jest się przedstawić!
Jestem Lolek, ale tak naprawdę mam na imię Karola (Karolina brzmi zbyt poważnie, monotonnie, przewlekle), no ewentualnie jeszcze Karolcia, dokładnie ta sama co znalazła niebieski koralik!
Mieszkam w Pile i nigdy nie piłam w Spale. Młoda i stara jednocześnie. Bujam się od poniedziałku do niedzieli, chwilowo bez rezultatów. 22 i pół na karku a w głowie pstro. Bywam.
Brudne mury dworca kolejowego, między pociągami, obsypuję dźwiękami skrzypiec z domieszką jazzu na dziurawą kieszeń.
życie to skrzypce
codzienność to poezja
muzyka to nałóg
instrumentoholizm to choroba
jesień to stan umysłu
spontaniczność to odruch bezwarunkowy
Marcinek to tkanka w sercu i umyśle wrośnięta na stałe
Lolek to człowiek kontrast i niekończąca się energia
Zakotwiczam się!


Dzień jak nie tej wiosny. Upał. Rower, asfalt. Próba grania w podziemiach Sosnowieckiego centrum. Nie za dużo, no ale to Sosnowiec. Nastrój leniwej niedzieli.Nowy kawałek w głowie od dni kilku conajmniej się układa i radość wielka, bo i melodyjne toto, i nie ma naćkane słów za dużo. Tylko znów to uczucie, że gdzieś to się już słyszało. Tłucze się jakoś to od Bieszczad we łbie i dobrze, bo najbardziej lubię te nowe grać.
Pusto tutaj i jakoś tak, jak w starej chacie. Gdzie tam szaleją facebooki, kwejki i insze demoty, a tu pajęczyny eteryczne cyfrowe i bezruch.
Podoba mi się.
Fotki przestałem robić, pisarstwo już szczątkowe, impreza dzieje się na facebooku, bo i co robić? Taki świat, net się zmienia straszliwie szybko i fajnie to obserwować.
Spokój i obserwacja - też jakiś nowszy kawałek - niemniej wiele rzeczy tam z rozpędu napisałem, a tak suma sumarum hipisiarstwa strony niektóre niegdyś przeze mnie popierane - teraz niekoniecznie już, więc parę rzeczy do wymiany, wywałki, bądź doprostowania. Fajnie tak rzeźbić w słowach. Polski język jest piękny.
Posłałem znow zgłoszenie na festiwal, jak się zakwalifikuję dam znać co i jak, coby nie zapeszyć.
Spotkanie z Jackiem! Doczekać się nie mogę.
...
Odwykłem od pisania niemania. Do niemania zaś... no to teraz na niemanie ludków czas ewidentny. (bo Tylko sobie i to nie tak sobie). Po najświętszy na świecie święty spokój. I do tego kasa do zarobienia, by ten spokój sobie w Babulonie qpić. Paradoksy bytu tu, nie?
Na forum jakiś zostałem jakiś czas temu zjechany przez Małą Mi, że jak można zarabiać pięniądze śpiewając "niemanie".
No właśnie, kilkanaście lat temu też bym w przypływie złego humoru o to spytał, ale czas biegnie i mało co jest niezmiene :) (a ja bardzo tego chce [ZARABIAĆ KASĘ] i bardzo mi z tym spokojnie)
Nie mam już cierpliwości czekać na Utopię wspaniałych wspólnot, gdzie każdy będzie na tyle ogarnięty by myśleć o całości jak o Rodzinie. Póki się w sobie nie znajdzie człek - zawsze będzie wykorzystywał grupę. Czy chce czy nie i czy się z tym zgadza (zwykle nie :) - czy nie.
Dzięki wszystkim za ostatnie spotkania w lasach Bieszczadzkich. Zwłaszcza szałas pary naładował mnie na maxa. I te dwa długie weekendy Wetlina, Cisna, Ustrzyki- coś pięknego.
Do zobaczenia ludzie dobrzy gdzieś tam!
PS.
Dzięki Wrona za zajęcie się powoli ogarnianiem wyglądu bloga.

2007, majowa pełnia. Wspomnień czar.
Dostałem bardzo miłego m@ila, w którym jedynym ziarnkiem gorczycy był fakt, iż od 2011 roku nie pisuje postów. Szkoda, że te późniejsze przepadły. Szkoda, że przepadła też informacja o płycie wraz z okładką. Zamierzam właśnie reaktywować wydanie i tamten wzór byłby mi przydatny. Jak by co to m@il znany: jodlick@gmail.com
Pozdrawiam ciągle z Zakopolis, ale w trasę ruszając, wszelkie "kóńtakty" mile widziane
wiosna
obdarowała ludzi
przyjaźnią i miłością
gałązki
wybrały kwiaty
by kolorami śpiewać
nadzieja
gestem każdym
czułość czyni nośnią
najmniejszej z drobinek
błękitnego nieba
Niemanie na niemanie dopada nieubłąganie :) Fejsbuczek zorgranizował się w ultrabloga, ale przeca inne bloga jakoś tam hulają, więc bez pójścia w przyjemny widok łatwych lajków, co to teraz towarem niezłym nawet się stały, piszę w skansenie.
Każdy się zmienia, ale pozostaje taki sam. Zrozumienie tego "absurdu" na poziomie pozalogicznym wiele daje do myślenia. Uwalnia od myślenia zbędnego, zastanawiania się, co dalej, gdzie dalej, jak dalej...
Z wieloma postami swymi sprzed paru lat teraz bym conajmniej mocno polemizował. Racje, poglądy, podejścia. Cóż, dlatego nie wierzę w rzetelność "dyskusji" sieciowej, polegającej na przytaczaniu wypowiedzi tego i tamtego na taką a taką rzecz.
Spotkania w realu są spotkaniami faktycznymi. Potem może nastąpić wysokolevelowy konekt umożliwiający dogadanie się słowami z ekranu na czacie. Ale faktyczne spotkania i tak przebiegają na kanałach jakiejś quasieteryczno-telepatycznej komunikacji, której nie rozumiemy, a którą fascynujemy się najbardziej na świecie. Pasje, zakochania, przyjaźnie.
Mieszka się tu i tam, lekko bezdomnie, namiotowo czasem. Mając wyznaczone punkty koncertów w czasie, reszta przestrzeni ma szansę być zagospodarowana spontanicznie. W zależności gdzie, po co i jak. W tym odnajduję wolność teraz bardziej niż w podróży długotrwałej, z niewiadomymi koncertami i świadomością, że fajnie ale czas jakoś się niepokojąco marnuje. Nie wiem, takie moje wytłumaczenie, że na dzień dzisiejszy bez koncertów żyć nie mogę. I dobrze mi z tym bardzo.
Koncerty...
Te ostatnie dwa w Bieszczadach potraktować można jako rozpoczęcie "Drugyego Tournee Aldarona y Marcepana (czasem Jareckiego)po Biesach i Czadach i nie tylko. 2013" (wow).
Pierwszy koncert w Wetlinie był z założenia solowym Marcepanowym występem Pieśni Wędrownych, ale że w pobliżu był i Jarecki (nie, to nie literówka, Marecki to Marecki) i ja, no to wyszedł taki fajny składzik po sutej oficjalnej części, że odlecieć można było.
Jarecki jest gitarzystą, który był kiedyś na naszym koncercie, a następny, to już z nami zagrał i to tak, że wierzyć się nie chce. Myślałem, że 3 taki sam instrument w składzie to przesada, ale ten koncert pokazał mi coś innego. Cały czas uczyłem się inaczej grać niż zwykle, większa dowolność improwizacji, no i te solówki pana Jareckiego. Czapeczka z głowy bracie :) I ten konekt przy dźwiękach i trans. No dobra, bo się rozpłynę.
Następnego dnia w Ustrzykach Górnych, w sali zabrakło Jareckiego, ale za to akustyka, publika, gospodarze potrafiły strorzyć taki klimat, że (znów) aż się chciało fajnie zagrać. I znów była zabawa. Wcześniej, pod sklepem w uroczym "centrum" Ustrzyk usłyszałem kawałęk, któy ktoś śpiewał i grał, kawałek jakby mi znajomy... No jasne dawno, nie grałem "Pod Górę"... Poza zlotami nigdy nie słyszałęm by ktoś tam grał mój kawałek. Wiem że kilka osób na ulicy grywa te pieśni, ale nie tak, ze śpiewnika w górach. Dreszcz niesamowity, naprawdę mocne uczucie. Poznaliśmy się, fajne ludki, potem grał ich bęben na koncercie, a mnie aż niosło myślami do jawornikowych grań, które wkrótce.
Teksty... coraz dalej od krtyyki Ciemnej Strony Hipisowania ;) ale tak chyba na koniec, żeby zamknąć pewne drzwi, lekko się przykąsało tym i owym energiom(ą?):
"Czemu dla religii sprawy freaki mają osady
co te same w nich zasady
rządzi ego mój kolego, nic nie łączy mnie z torpedą
odpaloną na bajeczce przy patyku i fajeczce"
To nie oznacza, że nie mam szacunku do kręgu, zasady konsensusu i mądrego sposobu komunikacji indian za pomocą talking sticka - miłość do źródła jest. Ale też niechęć do ludzkiej jej realizacji przed przepracowaniem własnych bań.
Wege wegiem, system systemem, a obżeram się niezdrowym żarciem, jem czasem mięcho, wulgarnie, bez zastanowienia się i potępiając to w duchu. Do świadomości daleko. Ale jestem Tu i Taki. I Tak jest. Może te wyidealizowane obrazy w piosenkach podczas koncertów to jakaś moja modlitwa do takich stanów, do takiego czystego spojrzenia na świat. Pewnie tak, dlatego po każdym koncercie czuję się jakbym wylądował.
A Bieszczady teraz tak piękne, że szlag mnie trafia, że nie mam żadnego aparatu. Ale tam. Powoli mi ciąży virtual i tak.
Wczoraj w Krakowie powstał blues przy i o gotowaniu obiadu przez Romana. Roman dodawała skłądniki na rozgrzaną patelnię, gotowałą kaszę, ja jakiś mój pierwszy nagrany freestyle i gitarę, a Olo bębnił. Pewnie na soundclouda się wrzuci.
Oki, spadam, ciepły dzień. Parę spraw i
Ukochany Święty Spokój.
To chyba o to musi chodzić na początku, by coś dalej kminić (se myślę)
Hej!
Niestety, niektóre mają nieciekawą jakość... Ale to z winy bloga. Powalczę dalej, ale póki co...